BUSINESS FOCUS

Rosnące wymagania linii lotniczych zmieniają rynek obsługi technicznej samolotów w Europie

Branża lotnicza wraca do formy sprzed pandemii, ale wraca do niej z bagażem nowych problemów. Popyt na loty rośnie z miesiąca na miesiąc, a mimo to samoloty coraz częściej stoją w hangarach – nie z braku pasażerów, lecz z braku części. Rynek obsługi technicznej samolotów, znany w branży jako MRO (maintenance, repair and overhaul), przechodzi właśnie jedną z największych transformacji ostatnich lat.

Flota się starzeje, a nowe samoloty czekają w kolejce

Producenci samolotów od kilku lat nie nadążają z realizacją zamówień. W kolejce na produkcję czeka obecnie około 18 tysięcy maszyn. To efekt zakłóceń w łańcuchach dostaw, które zaczęły się w czasie pandemii i do dziś nie zostały w pełni opanowane.

Skutek jest prosty do przewidzenia. Skoro nowe samoloty nie trafiają do flot tak szybko, jak wcześniej planowano. Przewoźnicy muszą dłużej eksploatować maszyny, które już mają. Średni wiek globalnej floty komercyjnej osiągnął w efekcie rekordowy poziom 15,2 roku. Starsze samoloty wymagają jednak częstszych i bardziej złożonych przeglądów technicznych, a to z kolei zwiększa obciążenie warsztatów i baz obsługowych w całej Europie.

Skąd bierze się niedobór części zamiennych

Problemy z dostępnością komponentów lotniczych mają kilka nakładających się na siebie przyczyn:

  • opóźnienia w globalnych łańcuchach dostaw, które nie wróciły jeszcze do stanu sprzed 2020 roku,
  • ograniczona dostępność surowców i materiałów wykorzystywanych do produkcji części,
  • deficyt wykwalifikowanej kadry technicznej u dostawców i producentów,
  • rosnące zapotrzebowanie na komponenty ze strony sektora obronnego, który konkuruje dziś o te same surowce i moce produkcyjne co lotnictwo cywilne,
  • wydłużające się terminy napraw silników i trudności z utrzymaniem ich trwałości.

Wszystko to przekłada się na dłuższy czas oczekiwania na części oraz na ich rosnące ceny. Według szacunków Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Lotniczego (IATA) zakłócenia w łańcuchu dostaw kosztowały linie lotnicze co najmniej 11 miliardów dolarów w 2025 roku. To pokazuje skalę problemu – nie chodzi już o pojedyncze opóźnienia, lecz o systemowe wyzwanie dla całej branży.

Jak przewoźnicy odpowiadają na kryzys

Linie lotnicze musiały zmienić sposób myślenia o utrzymaniu technicznym floty. Zamiast reagować na bieżąco, dziś planują z dużo większym wyprzedzeniem. W praktyce oznacza to kilka konkretnych działań:

  • utrzymywanie wyższego poziomu zapasów kluczowych komponentów, mimo że wiąże się to z wyższymi kosztami magazynowania,
  • podpisywanie długoterminowych umów z organizacjami MRO, co daje większą przewidywalność niezależnie od wahań rynkowych,
  • ujednolicanie floty pod kątem typów samolotów, dzięki czemu łatwiej zarządzać zapasami części i planować prace techniczne,
  • wcześniejsze rezerwowanie terminów przeglądów, zanim dojdzie do wąskiego gardła w dostępności slotów serwisowych.

Taka strategia wymaga większych nakładów finansowych, ale w obecnej sytuacji staje się warunkiem utrzymania stabilności operacyjnej. Przewoźnicy, którzy planują z wyprzedzeniem i mają sprawdzonych partnerów serwisowych, są w stanie ograniczyć ryzyko przestojów floty.

Organizacje MRO zwiększają skalę i zakres kompetencji

Presja na dostępność usług serwisowych sprawia, że organizacje zajmujące się obsługą techniczną samolotów muszą systematycznie poszerzać swoje możliwości. W praktyce oznacza to rozbudowę certyfikatów obejmujących kolejne typy maszyn, w tym najnowsze warianty popularnych rodzin samolotów, takich jak Airbus A321neo czy A321XLR.

Rośnie też znaczenie przeglądów strukturalnych, w tym tak zwanych C-checków, które trzeba wykonywać po osiągnięciu przez samolot określonej liczby lat eksploatacji lub cykli lotów. Skrócenie czasu trwania takich przeglądów, przy zachowaniu wymaganych standardów bezpieczeństwa, staje się jednym z kluczowych czynników konkurencyjności na rynku MRO.

Coraz większego znaczenia nabiera również obsługa liniowa, czyli szybkie interwencje techniczne wykonywane bezpośrednio na płycie lotniska, między kolejnymi lotami samolotu. Ich liczba systematycznie rośnie, a zespoły techniczne coraz częściej wspierają operacje przewoźników poza granicami swojego kraju, w ramach tak zwanych misji technicznych realizowanych na kilku kontynentach jednocześnie.

Deficyt kadr – wyzwanie na najbliższe dwie dekady

Braki w dostępności części to tylko jedna strona problemu. Drugą są ludzie. Według prognoz branża lotnicza będzie potrzebowała nawet 710 tysięcy nowych pracowników obsługi technicznej w ciągu najbliższych dwudziestu lat. To ogromna liczba, która wymaga zdecydowanych działań już dziś.

Odpowiedzią na ten problem staje się rozwój szkoleń technicznych zgodnych z międzynarodowymi standardami, w tym programów certyfikujących mechaników i inżynierów lotniczych. Poprawa wzajemnej uznawalności kwalifikacji między krajami mogłaby dodatkowo zwiększyć mobilność wykwalifikowanej kadry i ułatwić przepływ specjalistów tam, gdzie są najbardziej potrzebni.

Co to oznacza dla rynku i dla pasażerów

Rynek obsługi technicznej samolotów w Europie wchodzi w fazę, w której o przewadze konkurencyjnej decydują nie tylko cena i szybkość usług, ale przede wszystkim zdolność do planowania i zarządzania ryzykiem. Linie lotnicze, które inwestują w zapasy części, długoterminowe umowy i elastyczne floty, są w stanie ograniczyć skutki globalnych zakłóceń.

Dla pasażerów oznacza to w praktyce mniej odwołanych lotów u przewoźników, którzy dobrze zarządzają swoim łańcuchem dostaw, ale też możliwe wzrosty cen biletów, wynikające z rosnących kosztów utrzymania floty. W dłuższej perspektywie kluczowe będzie zwiększenie mocy produkcyjnych części zamiennych oraz przyspieszenie kształcenia nowych mechaników lotniczych – bez tego presja na rynek MRO w Europie będzie się utrzymywać przez najbliższe lata.

PODOBNE ARTYKUŁY

SMART MIXER

ENERGY MIXER

AEROMIXER 2018

BOSETTI & STOKŁOSA OPOWIADA O POLSCE

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

Obserwuj profil
Bosetti & Stokłosa Consulting
na Linkedin